Nie jestem zwolennikiem tworzenia niepotrzebnych dokumentów, szczególnie znając specyfikę działalności mniejszych firm. Sądzę jednak, że warto się czasami zebrać wizję biznesową w spójny dokument. Szczególnie w kontekście marketingu, który przecież nie jest tylko komunikacją reklamową. Warto na podstawie twardych danych ustalić pozycjonowanie firmy, marki i produktu, sprawdzić jak go postrzegają konsumenci, ustalić poziom cenowy. Porozmawiać z nabywcami, zrozumieć dlaczego podjęli decyzję o zakupie. Wreszcie na tej podstawie wybrać sposób komunikacji z rynkiem, żeby nie wyrzucać więcej pieniędzy w błoto na reklamy, które zupełnie nie przynoszą nowych klientów.
Strategia firmy z sektora MSP to zupełnie coś innego niż mogłoby się wydawać. Przede wszystkim należy w niej określić jednym zdaniem unikalną wartość produktu (value proposition), co jest najtrudniejszym zadaniem dla przedsiębiorcy. Szczególnie jeśli produkt jest kompleksowy, a szef firmy ma wykształcenie techniczne, które predestynuje go do tworzenia świetnych produktów o unikalnych właściwościach. Jak tu wybrać jedną, najważniejszą cechę? Druga poważna trudność to określenie celu, do którego firma zmierza w określonym horyzoncie czasowym. Zwykle to nie jest planowane – po prostu szefowie firm starają się sprzedać jak najwięcej, bo to generuje przychód i zyski. Trzecią przeszkodą jest czas – nad przyszłością i planami trzeba się zastanowić, a niestety w mniejszych firmach szefowie zupełnie są po uszy zatopieni w działalności operacyjnej. Więc kiedy zająć się planowaniem?
Oczywiście można zlecić przygotowanie strategii agencji. Problem w tym, że albo dostanie się bardzo słaby produkt za niską cenę, albo agencja zażąda takich pieniędzy, które będą absolutnie nie do zaakceptowania. Rzadko jest tak, że obydwie strony pochylą się nad problemem i zastosują tańszy, uproszczony model strategiczny. Niewielkie firmy nie potrzebują głębokich analiz, grup focusowych, badań. Czasem wystarczy, że ktoś z zewnątrz przyjdzie, popatrzy na ich biznes od zupełnie innej strony, wyciągnie inne wnioski i zamknie je w krótkim podsumowaniu. Przecież chodzi tylko o zadanie właściwych pytań naprowadzających biznesmena na ścieżkę, której dotąd nie dostrzegał. Jeśli na koniec powstanie dokument podsumowujący i wyznaczający kierunek na najbliższy rok to już jest bardzo dobrze. Potem wystarczy już tylko konsekwencja we wprowadzaniu i kalkulator w ręku, służący do obliczania zwrotu z inwestycji. A tak naprawdę jest tylko jeden sensowny wskaźnik – wydatki podzielone przez liczbę pozyskanych klientów. Ale o tym następnym razem.
