O autorze
Szczepan Jabłoński
Menedżer marketingu, CEO w agencji GMP Advertising. Jest też jej założycielem.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Studia MBA w Institute Francais de Gestion ukończył z wyróżnieniem. W 2013 roku ukończył program AMP IESE Barcelona.
Doświadczenie w reklamie zdobywał pracując w McCann Erickson (m.in. dla TP S.A., Bols i Nestle) oraz Centrum Promocji Młodzieżowej (funkcja Business Development Managera).
Jego dokonania zawodowe zostały docenione przez redakcję magazynu Media&Marketing Polska, zaliczając go do grona 300 osób, które miały największy wpływ na rozwój reklamy w Polsce.

Między Madison Avenue a Silicon Valley

Zacząłem ostatnio troche obserwować działania reklamowe w Internecie i zauważyłem dwa generalne podejścia, każde z nich mocno lekceważące finalnego konsumenta.

Pierwsze podejście jest całkowicie tradycyjne, wywodzące się w prostej linii od Mad Menów. Konsumenta w Internecie należy zarzucić reklamami, im więcej tym lepiej. Wchodząc na stronę z pogodą należy obecnie zamknąć około 5 okien, żeby dotrzeć do treść. Na początek pasek na dole – zamykam. W odpowiedzi pojawia się pop up, bo na pewno teraz mam ochotę na pizzę. Zamykam. Ale przecież wygrałem iPhone’a – wystarczy kliknąć. Klikam w krzyżyk, iPhone znika. Wreszcie wpisuje miasto, dla którego chcę poznać pogodę. Restauracja z pizza upewnia się, czy na pewno nie chce teraz zamówić, bo jest specjalna oferta dla Warszawy. Na koniec, po zamknięciu wszystkich okien udaje mi się sprawdzić pogodę. Żadnej reklamy nie zapamiętałem, jestem za to zdrowo wkurzony, bo zamykając okna trafiłem na trzy różne witryny, które zamknąłem zanim się otworzyły na dobre... Efektywność – znikoma, ale reklamodawca szczęśliwy bo było tanio i statystycznie co 20 konsument wszedł na stronę (bo nie miał innego wyjścia) a co 2587 zamówił pizze.
Drugie podejście to nowoczesność prosto z Silicon Valley. Namierzyła mnie platforma RTB, dzięki czemu trzech reklamodawców pobiło się o moją uwagę. Wygrał hotel w Poznaniu, bo ostatnio rezerwowałem. Ale byłem już w Poznaniu, więc nie chcę kolejny raz jechać. W kolejny magiczny sposób została sprawdzona moja geolokalizacja, dzięki któremu wyświetlił mi się QR kod z promocją w sklepie za rogiem. Wystarczy, że zeskanuje swoim smartphonem i zrobię check-in w pobliskiej Żabce. Pięknie – spersonalizowana informacja. Doskonale – mnóstwo terminów i sposób działania totalnie niezrozumiały dla reklamodawcy. Jeszcze tylko zrobimy pozycjonowanie organiczne dzięki SEO, dobierzemy słowa kluczowe dzięki SEM i na koniec konsument na pewno kupi. Bo przecież to tylko kwestia odpowiedniej technologii, żeby poznać jego preferencje i dostarczyć reklamę w odpowiednim momencie. Jest to niezwykle podniecające jak bardzo oprogramowanie namierza, dostarcza, automatyzuje, jak to jest efektywne. Tylko, że w tym podejściu jest mnóstwo zaawansowanej technologii i bardzo mało rzeczywistego konsumenta. Na koniec człowiek szukając informacji w sieci znajduje... słowa kluczowe umieszczone tam przez specjalistów, które kierują do witryn zupełnie niezwiązanych z tematem poszukiwań.
A co jest pomiędzy? Przepaść. Zupełnie jakby geekowie z Silicon Valley wspólnie z Mad Menami zapomnieli, że konsument po prostu potrzebuje informacji. W Internecie to konsument jest królem, to on szuka tego, co jest mu potrzebne. Niestety to co obecnie znajduje to zwykły bałagan, śmietnik informacyjny, do którego codziennie są dokładane nowe, całkowicie zbyteczne wiadomości, a raczej – reklamy mające na niego wpłynąć, żeby kupił. A on nie kupuje, tylko jest coraz bardziej zirytowany. Komunikacja w sieci wymaga zmiany podejścia – nie wolno już traktować konsumenta jak bezrozumnej maszyny do kupowania, którą wystarczy zbombardować reklamami. Czas zamiast tego zacząć dostarczać rzetelną informację o produkcie, wrócić do funkcji, która reklama spełniała jeszcze na początku XX wieku. Po to, żebyśmy jako konsumenci mogli znaleźć interesujące nas rzeczy. I po to, żebyśmy mogli poznać rzeczywistą unikalną wartość produktu określonej firmy. Chyba już czas żebyśmy wszyscy przestali się wzajemnie traktować jak idiotów. Bo w końcu wszyscy jesteśmy konsumentami.



Tekst linka
Trwa ładowanie komentarzy...