Ewolucja w marketingu

Internet zmienił wszystko - to truizm, który wszyscy powtarzają jak mantrę. Rzadko kto zastanawia się co to tak naprawdę oznacza. Świadomość czym jest Internet i jak go można wykorzystywać jest wciąż niska, jak częstotliwość aktualizacji stron www w firmach. Przyjrzyjmy się zatem kilku faktom.

Marketing ciągle skupia się głównie na informacji wbijanej na siłę w głowę konsumenta. Przeciętny człowiek jest bombardowany reklamami w telewizji, radio, prasie, na billboardach czy w Internecie. Dlatego nauczył się on omijać reklamy szerokim łukiem - przełączać kanały TV podczas bloków reklamowych, nie zauważać billboardów, czy zamykać banery internetowe automatycznie, bez świadomości co w nich było. Co więcej - świadomy konsument już nawet nie chce zapoznawać się z komunikatami reklamowymi, które go nie interesują, ponieważ gubi się w zalewie informacji z różnych źródeł. Dokładanie kolejnych bodźców powoduje tylko zwiększenie stresu i zmniejszenie konsumpcji.

Dlatego świadomy konsument zaczął szukać informacji w Internecie. Ale nie tych z denerwujących banerów, przeskakujących przed oczami i zaskakujących miejscami w których pojawia się "krzyżyk". Zwrócił się do wyszukiwarki, żeby podpowiedziała mu gdzie znaleźć określony produkt, pomogła mu znaleźć opinie i najniższą cenę tego produktu. Natychmiast spowodowało to pojawienie się nowej specjalizacji marketingowej - SEO, czyli po prostu praca nad pozycją strony w wyszukiwarce. Nie chodziło o manipulowanie wynikami wyszukiwania, raczej o łatwiejszy dostęp do informacji o firmie. Zaczęła się gra w kotka i myszkę między branżą SEO a Google, który wymyślał coraz to nowsze algorytmy, żeby nie dało się manipulować wynikami wyszukiwania. Po czym sam zaczął nimi manipulować, żeby zmusić firmy do używania własnych produktów, przede wszystkim AdWords. Wyszukiwarka stała się medium reklamowym, w którym można znaleźć użyteczne informacje, ale nie zawsze takie, jakie nas interesują.

Zainteresowania często mamy zbieżne z naszymi znajomymi. I tak nastała era społeczności, która rozwinęła się wraz z Facebookiem, Twitterem, czy innymi zamkniętymi środowiskami. Wewnątrz nich znajomi informowali o nowych wydarzeniach, mówili co im się podoba. Gusta przyjaciół konsumenta są bardzo często zbieżne z jego potrzebami, dlatego siła portali społecznościowych jest ogromna. Jednak jednocześnie z rozwojem sieci zaczęły pojawiać się pytania o prywatność danych. Korporacje zaczęły sięgać po odbiorców w bardzo ściśle stargetowany sposób - śledzić ich działania w Internecie, sprawdzać ich znajomych, zaglądać do miejsc w których się znaleźli. Spowodowało to zupełnie nowy trend - coraz więcej osób zmienia swoją nazwę w portalach społecznościowych tworząc anonimowe aliasy. Coraz więcej konsumentów uważa na to, gdzie się loguje i jakie ślady swojej obecności zostawia w sieci. Pojawiają się artykuły porównujące Internet do wizji Orwella. Jednak nawet on w najśmielszych marzeniach nie sądził, że tak szeroka inwigilacja będzie możliwa.

Świadomy konsument czuje się w sieci coraz bardziej zagrożony - śledzony przez platformy RTB, kilkakrotnie sprzedawany i kupowany podczas surfowania. Dane stały się nową walutą, a korporacje potrafiące analizować tzw. "Big Data" najbardziej dochodowymi przedsiębiorstwami na świecie. Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, spokojnie przeglądając codziennie ulubione strony.

Wydaje mi się, że nadszedł czas na rzeczywistą ewolucję. Nie jestem zwolennikiem śledzenia kogokolwiek, wbijania konsumentowi w świadomość naszego produktu. Sądzę, że odbiorcy dojrzeli do tego, żeby samodzielnie decydować czego potrzebują. Jeśli dzięki informacjom w Internecie będą chcieli porównać produkty - i tak to zrobią. To, co obecnie marketing powinien im dawać to przede wszystkim informacja. I na tym polega ewolucja - czas przestać strzelać do konsumenta naszym produktem z nadzieją, że kupi. Kluczem do sukcesu w sprzedaży jest dobry produkt i łatwość dostępu do poszukiwanej informacji. Na szczęście właśnie w tym kierunku zmierza wykorzystanie Internetu.
Trwa ładowanie komentarzy...